Archiwum

myśli

Przytulony do ręki leży kot. Układa się wzdłuż prawej domagając się głaskania lewą. Przyciska się grzbietem od nadgarstka po łokieć. Wyciąga przednie łapy na klawiaturę laptopa, tylne wykonują nieskoordynowane ruchy poza krawędzią biurka. Mruczy. Przypomina (się) wciąż.

IMG_3052

Dobry weekend pełen wrażeń. I pętli. Pomiędzy wczoraj a dziś. Małe prezenty od Wszechświata. Wczoraj muzycznie /Brzoska,Marciniak, Markiewicz/  i poetycko zarazem. Dziś fotograficznie /Lorenzo Castore/.  Czarnobiały  Śląsk, pełen odniesień do przestrzeni i ludzi. Intymny.  Analogowy.

Spotkania, emocje, radość.

a od jutra zmiany / jak to tak?

Bywają dni, w których wydarzają się Dobre Rzeczy. Te ważne, bo wypuszczają  ze szpitala z informacjami, dzięki którym znika /oby na długi czas/  plama zacieniająca   rzeczywistość. Te mniej istotne, jak dobra kawa i to, że możesz w końcu przejść parę kroków i delektować się Jesienią. I Plany się wydarzają. Też dobre.

Aż żal w takie dni kłaść się spać.

na warsztatach w Złodziejewie

/zdj. – Złodziejewo/

Mads Mikkelsen – pinerest uraczył mnie  Jego zdjęciami więc patrzę i się pogrążam.. w  obrazach.

Gdybym miała wyobrazić sobie /swojego/ modela idealnego byłby jednym z nich. Więc przez jedną krótką chwilę marzę o sesji zrobionej Madsowi Mikkelsenowi.

Spektakle na niebie, od jasności po ciemną siność chmur nad horyzontem. Wiatr w koronach jarzębin, akacji i wierzb. Krople deszczu na szybie, a chwilę później słońce. Przeliczam dni – poza pracą – tak, by nie przegapić spraw urzędowych, których nie planuję załatwiać. Przez chwilę w głowie lęk, że będzie trzeba, choć przecież wierzę, że nie ..  Paradoksy codzienności. I antybiotyk od dziś. Cytryna, imbir i miód.

Początek jesieni.

Czy dostrzegamy mijających nas ludzi?

Może przechodzimy obok w niemej konwersacji z samym sobą … jedynie czyjeś CIENIE wytrącają nas chwilami z wewnętrznego potoku słów i wyobrażeń …

 

Powietrze w parku pachnie wczesną jesienią. Zniknęły gdzieś tłumy ludzi, pozamykano budki z lodami. Trawa wciąż zielona zaprasza, by przysiąść gdzieś pomiędzy drzewami i delektować się promieniami już nie aż tak upalnego słońca. W takich chwilach pojawia się myśl, że efektem chorowania mogą być też chwile, w których czujesz się wyjątkowym szczęściarzem. Bo możesz być, doświadczać, czuć… Jonathan Carroll towarzyszył mi dziś. Ze swoją magią i snami w odcinkach, które wciąż zdarzają się i mnie. Może czas zacząć zapisywać historie swoich „sennych światów”. Nie ogarniam ich i nie nadążam za nimi.  Zatęskniłam za Carrollowym Wiedniem ze  „Śpiąc w płomieniach„.

Pełnia. Szalone sny, pełne pustynnych ogrodów. Mroczne i groźne. Pomimo pełni słońca, pełni dnia, upału i kolorów. Taka noc. Pomiędzy snami –  bezsenność i gonitwa myśli.

Słowa. Czy powtarzane ileś tam razy „niby plany” stają się przez to bardziej realne i prawdziwsze? Tak wolno oswajam się z tym, że pewne rzeczy da się zmienić. Tak trudno mi się zaczyna. A jednak.

Morze już mi się marzy. Wrzesień. Wkłady załadowane do Polaroida. Wiatr.

Od jutra, a może od dziś spotkania. Kręgi Bliskich – rodzinne/nierodzinne.  Rozmowy.

I tu i tam. 

Dziwna to rzecz – energia. Jednego dnia nie masz jej prawie wcale i zużywasz cały kruchy zapas na podtrzymywanie głowy w pozycji pionowej. A następnego – gdy ta zaczyna powoli powracać dosłownie czujesz jak  w sercu pulsuje od myśli i chęci działania.

Co prawda wciąż niekoniecznie przekładają się one na siłę do tego by dłużej (u)trzymać w pionie głowę…

ż y c i e  – czuję / znów / uff

IMG_0890.JPG